Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kto kocha ludzkość potęgą miłości,
Dla tego – niemasz na świecie trudności.
W duszy natchnieniem jemu Bóg zanucił,
I nad przepaście most swéj tęczy rzucił. . . .
I prawdą piekła ugasi ogniowe,
Jeżeli gotów za prawdę – dać głowę! . . .
Patroni Polscy! o! dodajcie siły,
Bym godnie zstąpił do polskiéj mogiły,
Za chwilę słońce . . . . idą! . . O! bez końca!
Dziś z szubienicy ja ujrzę wschód słońca –
Idą – powitam ich cierpień miłością,
Powitam smutkiem i nieśmiertelnością,
Idą – już przyszli. O mury żegnajcie! –
Bóg z wami bracia! jam gotów – witajcie! . . .




Na wywiezienie Arcybiskupa Felińskiego.
My niebywali z królami w aliansach,
Bo u Chrystusaśmy na ordynansach . . . .
(Pieśń konfederatów Barskich).

Porwany w ślad Załuskich, Sołtyków. Skórkowskich,
Bo się ujął narodu praw, wedle praw boskich,
On naród błogosławił może z wygnań chwały,
Bo imię jego sławi błogo – naród cały! . . .