Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



∗             ∗

I na kurhan ten stepowy
Czasem orły przysiadują,
Kryjąc skronie w puch piersiowy
Na wschód słońca oczekują! . . .

1863.



Salicha.

Pomknęła chrobra szara jak za dni Chocima,
Tak się tylko w miłości lub zemsty objęcie
Chwytają ludzie – dziko – piekielnie! zawzięcie!...
W pyle zniknęły hufce – już Moskwa pomyka
Całym tłumem! a pogoń orła, dzika,
Gromi siłą z niewoli wstałego olbrzyma –
Wódz i wojsko zebrane na chwałę narodu
Pomściło Ruskich ziemi hańbę i niewolę,
Szkoda! że to jedyna bitwa na Podole
I całą Ukrainę, takiego przewodu! . .
Przed grozą ich rycerskiéj, ojczystéj prostoty,
Pierszchła chmara szarańczy, złamanemi roty –
Patrzcie – jak losem ludów kieruje moc święta:
Bracia! to Car wychował sobie te orlęta! . . .




Ostatni poranek więźnia.
(Pamięci X. Iszory, zamordowanego w Wilnie przez Moskali 1863).

Już błysnął ranek i u mojéj kraty,
Strugą światłości olśnił ciche światy,
Budzisz się ziemio, a noc w mgieł powodzi
Płaszcz gwiazd za sobą wlokąca uchodzi . . . . .
Jasném tłem niebios rumieni się zorze,