Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dłonie na głowy młodych składały
Co mają zerwać się w pomsty syny . . .
Woli potęgą – grób matki odwalić –
I piekła zbawić – i światy ocalić! . . .
Poszli, w komnaty – na wielki tan,
Na ścianie tylko, wśród duchów biesiady,
Rejtan pozostał – samotny i blady,
A niżej także sam został – Zan! . . .
Bo skamieniali – i tylko głos
Wolnéj ojczyzny zwolni ich los! . . .
A za Czarnieckim Puławski już
Poszedł za niémi Kościuszko tuż . . .
Gdzieś z Polonezem łączą się drzew,
Aż grom zagłuszył chóralny śpiew . . .
Pieśń inch nad gromy wśród komnat wionęła:
„Jeszcze Polska niezginęła!
O! naprzód! naprzód! tam już zorza ranna
Krwawo nad ziemią ojczystą powstaje,
Ojczyzna z grobu rękę nam podaje,
Trzęsą się kości w kurhanach . . . Hozanna! . . .
Idą – wstrzymuje się ich orszak biały –
Umilkły wichry – gromy poznikały,
A ja krzyknąłem, aż sala zadrgała
Ojcowie moi! Polska zmartwychwstała! . . .

1863.



Parafraza.

W swéj jaskini ziemi syn,
Włóczy matkę swą za włosy,
I katuje, w straszny czyn,
Matka woła w niebogłosy,
Synu, com ci zawiniła!?
Jam cię z bolem porodziła,
Ja z pieszczotą wykarmiła! . . .

A on woła, matko droga! . . .
Brat mój drasnął mnie, w ból srogi,