Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ach! ja myśląc brata, wroga,
Zbić, pierś zbiłem matki drogiéj! . . .
Tak ojczyzną tu pomiata.
Gdy się waśni brat na brata,
Sam ją daje – w ręce kata!

1864.



Na śmierć Tadeusza Roz . . .
POLEGŁEGO NA POLU CHWAŁY 1863.

Kiedy w ten błękit patrzę, co nademną
Zawisł, światłości, spokojnéj uśmiechem –
Myślę o tobie! z tobą ja – ty zemną,
I tęcza twoja łez mych jasném echem! –
I słowa z piersi wydobyć niemogę,
I twarz zasłaniam dłoniami drzącemi,
O wiarę moją, czuję ludzką trwogę,
Że Ciebie Pan Bóg mógł zabrać z téj ziemi! . . .
I serce moje po tobie ma ranę,
Któréj już nigdy – nigdy! niewygoi,
Po tobie czoło chmurami owiane,
Gdy duch jak drzewo pośród wichrów stoi –
Tadziu mój Tadziu! tam na polach chwały
Orle ty młode rycerskich Ussarzy,
Niechaj ci wieniec złoży orzeł biały,
Wieniec Pułaskich! z narodu ołtarzy . . .




Do A. Z. i W. R.

O boski! słodki! w archanielskie lutnie,
Ten pocałunek musiał być wpleciony,
Którym się Mieczka duch, z Tadziem natchniony
Tam powitały wśród niebios! i smutnie