Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co mi wziął Ciebie, w rozpaczy dziecięcéj
Co mi wziął tyle . . . ale wziąwszy Ciebie
O jasna! czysta, cóż mi mógł wziąść więcej? . . .
O! wszystkie gwiazdy już mi pociemniały,
Przekląłem piękność, naturę i siebie,
A duch mój ryczy jak morze o skały –
O moja matko! . . .

1863.



Rozstanie.

Stary mój domu! bywaj mi zdrów,
Przedmiocie wieczny, mych cichych snów,
Żegnajcie stare, drogie komnaty,
I stara salo, ty! z antenaty,
I ty kaplico cicha, milcząca,
Echem najmilszych wspomnieli dzwoniąca,
Żegnajcie drzewa, coście nademną
Szumiały pieśnią dziką, tajemną,
O! żegnaj niebo, nad łany temi,
Piękne nad nieba wszystkie na ziemi!
I ty o stary cieniu dąbrowy,
Szumiący jakby słowem Jehowy,
Jakby narodu wielką przeszłością,
Poemat snuty przed potomnością! . . .
I ty mój dębie! o druchu stary!
Coś dni Grunwaldu widzieć mógł chwałę,
Druchu-mój niemy, wiosenny, jary,
Szum nadal dumy, tęskne, zuchwałe,
Na twych konarach lęgnij orlęta,
A u stóp twoich, kiedy dzwon rzewny
Rozmdleje dźwięk swój przez łan powiewny,
To przyjm go wspomnień kaplico święta
Jak westchnień odgłos, niemy, daleki,
Co z kądziś płynie, przez morza . . . wieki!
Ty stawie cichy i tajemniczy,
Oprawny w niebo i Karpat smugi,
Szumiący w trzciny, śpiew smętny, długi,