Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Choć czołu dano by piętno wariata;
O! bądź pancerna prawdą – w tej nagości!
Młodzieńcza piersi! Ludzkości skarbono,
Co skarb oddajesz dopiero z pęknięciem –
O! bądź do końca w miłości przepełnioną,
Jak puchar życia, wieczności zaklęciem –
Młodzieńcza piersi! lwi murze narodu!
Choć świat cię łuską okajdanił wężą,
Wolności zorzą bądź w bolach porodu
A bramy piekła cię niech nie przezwyciężą. –
Młodzieńcza piersi! Tarczo polskiej ziemi!
Rany twe świecą gwiazdami ludzkości,
Wielkaś ty jak Bóg – co cię tchy swojemi
Sobie podobną utworzył w miłości!
Jak w przenajświętszej hostji sakramencie
Jest całe bóstwo światów i wieczności,
Tak w jednem sercu polskiem jest zaklęcie
Polski całego życia – i świętości –
I jak się imię Cezara przed wieki
Godłem cesarstwa nazwało u ludów –
Miano Polaka będzie mianem cudów,
Ludzi cnotliwej woli i opieki!
O hekatombo z najmilszych złożona!
Abla ty słupem z niebem połącz ziemię,
Ojczyzno! Zginąć mające dziś plemię
Ciebie pozdrawia – o bogiem sławiona!
Młodzieńcza piersi! Arfo Jehowiczna,
Po której zagrał gromami Jehowa,
Tyś krwawą rolą, gdzie ewanieliczna
Roślina schodzi wielka – miljonowa!
Młodzieńcza piersi! naprzód! za świat cały –
Rany twe – gwiazdy na dziejów błękicie!
One nie bolą! Spędzą noc w blask chwały –
Gińże by zabić śmierć – a zdobyć życie!
Młodzieńcza piersi! tyś ducha świętego
Gniazdem! – nim wzleci w przestrzenie ludzkości
Kiedyż narodów rodzina w przyszłości
Palcem Tomasza nie tknie boku twego!
Lecz bądź pokorna, jak łan, co się chyli