Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie ręczę. A nie chciałbyś jakiego urzędu? Teraz delegacye będą potrzebowały człowieka zdatnego do pióra; dałoby się coś porękawicznego Boscampowi, no i za resztę odpowiadam. Pozycja nie do pogardzenia, bo strony nie będą skąpiły ni rublów, ni talarów...
— Nie zdałbym się na nic, bo umiem tylko pieczętować łby i to armatniemi kulami — żartował przystrajając się w żołnierską rubaszność.
— A nie poszukałbyś fortuny w służbie Imperatorowej?
Zaręba utonął nagle w kłębach dymu i odparł po dłuższej pauzie:
— Nie znam po tamtej stronie ni żywej duszy.
— Ja w tem, że jak nic weźmiesz kapitańską szlifę. Mógłbyś kwaterować w kordonie, a po jakimś czasie przejść do służby cywilnej, gdzie i łacniej dochrapać się orderu i jakiej królewszczyzny. Mają ich dosyć do rozdania. Już mi niejeden dziękował za dobrą radę.
— Jakże! służyć obcemu i może naprzeciw ojczyźnie? — wyjąkał, ledwie hamując gniew.
— Powiadają: pan, jako chce, a chudzina jak musi. Nigdy nie przyjdzie, by się ta potencya przeciwko nam obróciła; żyjemy w aliansie, a daj Boże, oddamy się całkiem pod jej protekcyę. Poznam cię z Rautenfeldem lub z Kastalińskim. Wyrozumiesz ich i postanowisz. Ja ci radzę po przyjacielsku: ratuj się, póki jeszcze pora! A że niewiadomo, co komu pisane, to możesz trafić i w kawalergardy. W Petersburgu zawsze są w niemałej cenie dorodni oficyerowie! — mrugnął czer-