Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie wniesiono zdrowia jego króla. I w tem miał słuszność. Sam doradzałem, ale marszałek przewidywał, jako przy powszechnej animozyi do Prusaków mógłby kto nieprzystojnie zaprotestować. I wyszła przykra kabała!
— Mała szkoda, krótki żal — bawił się jego napuszoną powagą.
— Ale imaginuj sobie, co może z tego wyniknąć!
— Nowa nota pruska do Króla Jegomości. Można wytrzymać!
— Łacno z wszystkiego czynić krotochwilę! Ja zaś powiadam, że kto nie ma mocy, temu nie wolno zamierzać się nawet palcem — rzucił sentencyonalnie, — przewiduję, iż po tem stosunki jeszcze bardziej się zaostrzą.
— I Prusy za taki dyshonor ukradną nam o jedno województwo więcej.
— Jakąś satysfakcyę z nas wezmą, to pewna — podniósł głos, jakoby na sejmie. — W takiem położeniu nie judzić nam wrogów, ale zniewalać ich sobie życzliwością i zabiegami!
Tu trzasnął palcem w złotą tabakierkę, zażył z namaszczeniem i skrzywił się do kichnięcia.
— Nie rozumiem się w tej materyi, mów mi lepiej o balowych komerażach.
— A dobrze! — spojrzał na niego z politowaniem — Otóż potem hrabia Ankwicz tak się pogryzł z Kossakowskim, że skakali sobie do oczu. Biskup napewno dzisiaj pojedzie ze skargą do Sieversa.
— A cóż na to ambasador?