Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To pewnie nie wiesz nowiny, o jakiej w tej chwili mówi całe Grodno?
Zaręba, chociaż nie głodny nowin, spojrzał pytająco.
— Szambelanowa rozeszła się ze swoim ami!
— Z Cycyanowem?
Ledwie zdołał zapanować nad wrażeniem.
— Tak. Zrobił jej jakąś brutalną scenę, za co piękna pani podobno uderzyła go w twarz wachlarzem. Było przy tem wiele osób.
— Pogodzą się — szepnął, pragnąc się więcej dowiedzieć.
— Niewiadomo. Dla niego nie jest to zbyt wielka obraza, lecz pani lubi zmieniać przyjaciół, a że jest impetyczna i rozkapryszona, załatwia od ręki. W każdym razie otworzył się chwilowy vacat. Królewski to kąsek!
— Tylko dziegciem nieco przejęty — zauważył zgryźliwie Sewer.
Nowakowski się zaśmiał i odpędziwszy woniejącą chusteczką muchy, brzęczące mu nad głową, zrobił ważną minę i powiadał tajemniczo:
— Bal był zgoła nieudany. Za wiele powstało komeraży i mętu. Całe miasto aż się trzęsło od plotek. Bajędy rosną do rozmiarów skandalów.
— Cóż się takiego stało? Ja nic nie zauważyłem — wyrzekł zdziwiony.
— Naturalnie — szepnął z pobłażliwością. — Przedewszystkiem Buchholtz odjechał zagniewany prosto od stołu, z nikim się nie żegnając.
— I o cóż się rozsierdziła ta pludracka Mość?