Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/373

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a pomyślności obywatelom. Miody, zdało się, płynęły z ust mówców, serdeczna jeno troska o powszechną szczęśliwość, górne maximy o powinnościach cnotliwych — że ławy większości zagrzmiały aplauzami głębokiej kontentacyi lecz opozycya pozostała niewzruszona i Mikorski wołał:
— Wolę raczej poledz na trupie ojczyzny, niźli żyć w wyrodka postaci. Niech ci, co są przyuczeni — patrzał groźnie na jurgieltników — wekslować honor i sławę na zysk osobisty, korzystają z tego szkaradnego przemysłu, ja obieram umierać cnotliwie i przeciwko traktatowi protestuję.
A Kimbar dorzucił jadowicie:
— Na cóż wam ratyfikacya, traktaty? Niepotrzebne to zgoła. Dosyć jest zapytać ambasadora, co wam rozkaże! Gwałt zaczął i gwałt dokończy...
W czasie tych przemówień, większość uformowała propozycyę złożoną do laski, a którą marszałek skwapliwie odczytał sejmującym stanom.
»Czyli projekt ratyfikacyi Traktatu z Rosyą może iść ad turnum, lub nie?«
Nowy huragan zatrząsł sejmem, zelanci bowiem opierali się propozycyi ze wszystkiej mocy, zabierając głos jeden po drugim — każdy zaś całą głębią serca i rozumu zaklinał i błagał zaślepionych o litość nad ojczyzną; każdy wystawiał przed ich nieczułe oczy niedolę matki, obnażał jej rany, i zmiłowania żebrał nad konającą w hańbie i opuszczeniu; każdy nad wydaną na łup dzikiego najeźdźcy płakał krwawemi łzami. Ale nie przebudziły się serca i sumienia zakamieniałe w nik-