Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/372

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdwojoną siłą rozpaczy, aż kartunowa zasłona w okienku nad tronem poruszyła się gwałtownie i mignęła z poza niej posiniała z gniewu twarz ambasadora, zasię we drzwiach ukazał się Rautenfeld, a za nim groźnie ściżbione bagnety grenadyerów.
Nie ulękli się tego wolni i wolności broniący obywatele, nie ustąpili, ale pomimo ich nadludzkich wysiłków i chociaż nikt nie dosłyszał ani słowa, sekretarz zdołał odczytać projekt do końca i siadł na swojem miejscu. Wtedy Zieliński zagrzmiał ogromnym głosem:
— Projekt taki może być tylko dziełem zdrajcy, a i ten, który zabiegał o jego odczytanie także jest zdrajcą.
Porwał się na to Ankwicz i, podbiegłszy do marszałka, krzyknął wzburzony:
— Sądu dopraszam się na siebie i pod laską staję. — On to wnosił o czytanie.
— I my żądamy sądu na siebie, i my stajemy pod laską! — zerwały się gwałtowne głosy i wszystka opozycya ruszyła do marszałkowskiego stołu. Ledwie Tyszkiewicz załagodził ten spór burzliwy, zaczem jął w czułem przemówieniu zalecać spokój i uleganie koniecznościom. Król również perswadował daremność oporów i wyznawał się łzawo, jako przystąpił do Konfederacyi Targowickiej tylko w imię gwarancyi całości Rzeczypospolitej, »na fundamencie deklaracyi imperatorowej, iż kraj nie będzie rozebrany — ale omylony zostałem«, więc nie zostaje, jak tylko pogodzić się z losem. A biskup Kossakowski wykrętnemi słowy dowodził, jako ten alians przyczyni tylko szczęścia skołatanej ojczyźnie