Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/370

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ustęp, nikt się jednak nawet nie poruszył z miejsca, więc zasię natychmiast wkroczyli grenadyerzy i wśród piekielnych wrzasków i złorzeczeń wymietli galeryę nastawionymi bagnetami. Pozostało tylko paru alianckich oficyerów, przebranych po cywilnemu, i służba.
Posiedzenie odrazu wzięło obrót wielce burzliwy z przyczyny marszałka, który na zakończenie zagajenia powiedział: że »ustawa, przeciwna systematowi Europy przywiodła Rzeczpospolitą do zguby, a sama tylko wielkość i wspaniałomyślność Katarzyny dźwignąć ją może«.
Zerwały się namiętne protestacye przeciwko takiej konkluzyi, on zaś jakby tego nie słysząc, zalecał stanom ratyfikacyę a sekretarzowi odczytanie traktatu.
— Prosimy o głos! — zawołali wraz Skarżyński, Mikorski, Krasnodębski, Szydłowski.
— Wprzódy winien być przeczytany traktat — zdecydował, podając go sekretarzowi.
Jeziorkowski powstał, lecz nim zdążył podnieść papier do oczu, skoczyli zelanci, usiłując mu go wyrwać. Podhorski z przyjaciółmi runęli w pomoc oprymowanemu, rozpoczęła się szarpanina — cała izba porwała się z miejsc.
— Czytaj waszmość! Czytaj — huczała większość, trzaskając pięściami w pulpity.
— Nie waż się, zabraniamy! — krzyczeli opozycyoniści, Jeziorkowski zaś, targany na wszystkie strony, coś bełkotał, zgłuszony powszechną wrzawą i rumorem.
Wreszcie Podhorski wyrwał go zelantom i już uprowadzał pod straż socyuszów, gdy Karski z Krasnodęb-