Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a pan Pułaski pochylił się nieco nad stołem i, wlepiwszy okrągłe, jastrzębie oczy w ambasadora, zawołał, jakby do wtóru armatom, grającym nieustannie:
— Mości panowie! Pijemy zdrowie naszego solenizanta i przyjaciela! Jaśnie wielmożny, ekstraordynaryjny i pełnomocny poseł Najjaśniejszej Imperatorowej Jejmości wszech Rosyi, Jakób de Sievers, niech nam żyje!
Wspaniałym ruchem odrzucił białe wyloty i wśród okrzyków wiwatowych ruszył ku niemu z kielichem w ręku.
Sievers podniósł się z niejakim trudem i, wziąwszy puhar z rąk Ankwicza, trącał się ze wszystkiemi, dziękując ze szczerem wylaniem za pamięć łaskawą i życzliwość.
Powstał tłok dokoła wyzłoconego fotelu.
— Musimy iść ze wszystkimi — szepnął Woyna, pociągając przyjaciela.
— Ciżba, jak przed ołtarzem.
— Wszechmocnej Fortunie cześć i uwielbienie. To jedyne bóstwo!
Ale gdy weszli w krąg światła, które padało z pod namiotu, Zaręba drgnął gwałtownie, wstrzymał się na mgnienie i naraz jakby runął w jakieś oczy promieniejące w głębi namiotu.
— Iza!
— Sewer!
Zamigotał krzyk spojrzeń, wyrwanych ze samego dna tęsknoty, i, pchnięci niezmożoną siłą ciążenia, jęli