Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Panowie — wtrącił jakiś kontuszowy, poważny jegomość — jak wam nie wstyd natrząsać się z pijanego i dawać go na śmiech pospólstwu. Osłońcie go przynajmniej, a ja polecę po jaki powóz.
Radzi nie radzi zasłonili go sobą przed oczyma gawiedzi, powstrzymując od upadku.
— Cóż to za jeden? — pytał Zaręba, wskazując pijanego.
— Poniński, bywszy podskarbi, aktualnie ostatni pijaczyna.
Jakoż był to osławiony książę Adam Poniński, swojego czasu najpierwsza i najpodlejsza persona w Rzeczypospolitej, którego sąd sejmowy odsądził jako nieprzyjaciela ojczyzny od czci, szlachectwa, tytułów, nazwiska i urzędów i skazał na wieczną banicyę. Miał nawet być oprowadzony po mieście przy odgłosie trąb i obwołany zdrajcą.
— Z najgorszych, ale nie jedyny! — myślał Zaręba, patrząc z pewnem politowaniem na jego twarz plugawą, jakby ociekającą błotem i nikczemnością.
— Targowica przywróciła mu prawa, lecz stronią od niego, niby od zarazy.
— Któż możen zdjąć z niego hańbę! — rozmawiali obok Zaręby.
— Wypierają się go nawet dawni socyusze. Jeden biskup Massalski daje mu przytułek i czasem rzuci parę dukatów. Imaginuję, jak go żre sumienie.