Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jać wiem nawet kogo, lecz, nim co nastąpi, Pułaski przydałby, się naszym zamysłom: to człowiek o gorącym sentymencie dla ojczyzny.
— Czyżby z tego sentymentu marszałkował Targowicy?
— Powstał też projekt — ciągnął, nie zważając na przycinek — żeby na sejmie zalecić go do wielkiej buławy królowi i Stanom. Mikorski już się zdeterminował przemawiać za nim. Jakże się to widzi waszmości?
— Żadnej dywersyi nie zgłoszę, bom w takich materyach ciemny, jak tabaka w rogu — wykręcił się z niemiłej rozmowy i wstał, sięgając po kapelusz.
— To pójdźmyż teraz, dobrodziejaszku złocisty, na podkurek, czekają tam na nas. Poznasz paru żarliwych zelantów i kapitana Żukowskiego.
— Z reguły nie przestaję z patryotami, aby nie ściągać na siebie uwagi szpiegunów. W Grodnie każdy cnotliwy jest podejrzany i pod baczną obserwacyą. Powinienem więc dla przezpieczności brać pozór jarmarcznego gapia lub hulaki — tłumaczył poważnie, ale musiał obiecać przyjść na jutrzejszy obiad, za co uściskał go serdecznie podkomorzy i rzekł przy pożegnaniu:
— Traktuj waść mój dom w każdej potrzebie, jak swój.
Zaręba konie odesłał i prawie bezwiednie znalazł się przed mieszkaniem szambelanowej i to w chwili, gdy zajeżdżał Blum, a żołnierz wynosił za nim z powozu ogromny kosz róż.