Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wierzą wszystkim podszeptom, byle tylko nie słuchać głosu sumienia i obowiązków!
— Ale, wyznał mi się Jeziorkowski, sekretarz sejmowy, jako Załuski-Sendomirski ma już sobie konferowane podskarbstwo koronne nadworne.
— Ona wysłużyła je u Igelströma, wszak to jego gamratka.
— A Miączyński-Lubelski dostał pisarstwo polne koronne.
— Szubieniczna para: rajfur i łotrzyk z gościńca.
— Ambasadorowi potrzeba na sejmie więcej dygnitarskich głosów i każe swoich zauszników nominować. Król się przecie nie oprze.
— Już mnie nie zdumieje, nawet gdyby hetmanem wielkim koronnym został sam arcyłotr i rakarz Lubowidzki.
— A propos, Branicki zrezygnował z buławy. Poszeptują, że hetman »z woli powszechności«, Kossakowski, zabiega o nią w Petersburgu dla siebie. Król zaś z Sieversem forytują Ożarowskiego, ale są jeszcze, którzyby chcieli widzieć hetmanem koronnym Pułaskiego-Wołyńskiego.
— Chyba, za cnoty i zasługi jego brata, ś. p. Kazimierza.
— Właśnie Trębicki przyniósł mi takowe zamysły względem niego. Rozumiem je tylko jako kabałę dla poróżnienia generalności. Pułaski bowiem już narzeka na targowickich socyuszów, na ich nienasyconą chciwość i przedajność.
— Aktualnie innego zgoła nam potrzeba wodza.