Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stwo — zabrał głos Kościuszko. — I zwyciężymy, jeśli nie zbraknie nam ducha poświęceń. Słuszność za nami. Przebrała się miara przemocy i zbrodni. Niechaj oręż rozstrzyga o naszych losach. Podnosimy sztandar walki o wolność, całość i niepodległość! Tylko Opatrzności wiadomo, co nam zgotuje fortuna. Zasię, chociażby losy zgotowały nam klęskę, pozostawimy rodakom testament usque ad finem. Ale dalsze odkładanie wybuchu byłoby rezygnacyą i pogrążeniem całej sprawy. Cóż bowiem poczniemy, jak nam zdezarmują wojska, najcnotliwszych obywatelów uwiężą, najzdatniejszych oficyerów rozproszą, zasoby zniszczą, arsenały rozkradną, ducha przygaszą i cały kraj wezmą w kajdany? Strach padnie na powszechność, a reszty dokona małoduszność i egoizm! Jeśliby nam wtedy przyszli nawet z pomocą przyjaciele, będzie za późno; grób się już zawrze i staną przy nim liczne straże. A co najgorsze, zbraknie ducha, ludzi i organizacyi. Poniechajmy zatem próżnych deliberacyi, bowiem przed nami tylko ta jedna droga:
— Śmierć albo zwycięstwo!
Porwali się z miejsc, strzeliły oczy i wraz wyrwał się zgodny okrzyk:
— Śmierć albo zwycięstwo!
— Zatem przystąpmy do rozważania generalnego planu powstania.
Pisać, regestra Korony, Wielkopolski, Litwy i wojsk ukrainnych rozkazał.
Jedenasta zaczęła wybijać, kiedy skończyła się narada i ostateczna decyzya zapadła; zwarły się mocno dłonie, jakby w niemej przysiędze, skrzyżowały się wierne