Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szliwie obłocony i zdrożony. Był nim Sewer Zaręba, wysłannik wojskowej organizacyi, która po rozbiciu sprzysiężenia przez areszty i dezercyę wzięła rządy sprawy w swoje ręce. Na widok Kościuszki sprężył się i podając zwitek papierów, meldował:
— Plan wykoncypowany na okoliczność powstania Warszawy, twojego, Obywatelu-Generale, potrzebujący wejrzenia i aprobaty.
Kościuszko zasiadł znowu przy stole i wraz z Fiszerem przeglądał rysunki, cyfry, wyliczenia zestawionych sił polskich i moskiewskich. Zatopił się w tej pracy, nie przestając od czasu do czasu rzucać krótkich zapytań. Zaręba dawał ścisłe responsy, jako że był jednym z najczynniejszych członków spisku.
— Pamiętam cię z przeszłej wojny — powiedział niespodzianie Kościuszko, mający szczególny dar pamiętania twarzy i nazwisk. — Powiadał mi też o Waści Maruszewski.
— Pod Dubienką miałem honor stawać na twoich oczach, Obywatelu-Generale
— Jakżeś się o nas dopytał w Krakowie?
— Ks. Dmochowski powiedział, dał mi hasło i przewodnika. Tam już wrze...
— A wrze! Dzisiaj równo ze dniem bierzemy się do Łykoszyna.
— Chwała ci, Panie! — wykrzyknął mimowoli; niezmierna radość go rozdygotała, że nie mógł się utrzymać na nogach.
— Zmogła cię widać droga. Siadaj!
— Trzy dni na koniu dały mi się nieco we znaki.