Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


północą. W Krakowie wszystko zarządzone, uderzą na Łykoszyna o świcie.
— To pono oficyer wyższych instrukcyi; może spłatać jakiego figla.
— Musiał się czegoś domyślać, gdyż w ostatnich dniach obsadził dom pod Baranami, pałac Spiski, kamienicę pod »Wagą« i rozciągnął swoje posterunki po domach ulicy Sławkowskiej aż do samej bramy. Tem wydał swoje zamysły ucieczki, zaś dzisiaj od rana zdradził w tym względzie jeszcze wyraźniejsze inklinacye. Czyniliśmy temu wymarszowi różne ciche przeszkody. Nie zdoła wymknąć się niepostrzeżenie.
— A mogło być już po nim — szepnął jakby z żalem Biegański, adjutant Wodzickiego; lecz poczuwszy na sobie oczy Kościuszki, dodał objaśniająco: — Klubiści planowali oswobodzenie Krakowa w sposób szczególny: wyprawić przy zdarzonej okazyi wielki koncert w kasynie Żelechowskiego na Szewskiej, zaprosić Łykoszyna wraz z całym jego korem i ugościć ich należycie, a równocześnie żołnierzom ich po kwaterach też nie żałować gorzałki, zaś w stosownej chwili uderzyć na nich i wytępić. Generał Wodzicki nie dopuścił jednak do tego.
— I dobrze się zasłużył ojczyźnie! — wystąpił żywo Kościuszko — Napadać pijanych i bezbronnych — zbójecki to proceder, niegodny żołnierzów, walczących za najświętsze prawa ludzkości. Takie zamierzenia przyniosłyby nam tylko hańbę. Naszą powinnością wystąpić w jasny dzień, otwarcie, przy biciu tarabanów. Sprawa, za którą gotowiśmy dać gardła, nie lęka się światłości,