Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


podkomorzyny Górskiej. Czekają twoich rozkazów, Obywatelu Generale!
— Jakiż duch panuje między nimi?
— Najżarliwszych poświęceń dla ojczyzny i ludzkości — nabrał tchu, pochylił swoją długą postać i wyciągając rękę, wybuchnął — a mogę dołożyć, jako wszystkie poddaństwo i uciemiężeni oczekują jeno twego rozkazu, żeby powstać i runąć na tyranów i nieprzyjaciół wolności. Już po wsiach pieśni o tobie śpiewają, Obywatelu Generale, już baśnie prawią, już twoje sylwetki miasto szkaplerzów na piersiach noszą. I gdyby przeszkód nie stawiali dziedzice, wszystko chłopstwo zbiegłoby się do ciebie. Żydzi Mesyasza tak nie czekają, jak ciebie Polska cała...
— Rad jestem twoim poczciwym sentymentom — przerwał mu — postępuj dalej w myśl moich instrukcyi. Rano jutro odprowadzisz zwerbowanych Śląskiemu do Rzeplina. Fiszer, napisz dyspozycyę i dodaj parę słów do kapitana Kaczanowskiego.
Skinął mu głową i gdy Bujak wyszedł, zatarł ręce i rzekł w zatroskaniu:
— Z komendy Łykoszyna nie powinna się wyśliznąć ani jedna noga.
— Dwa bataliony i kompania artyleryi wystarczy do zwycięstwa. Jutro na południe Kraków będzie nasz — zabrał głos major Jagielski, podnosząc głowę z nad mapy. — Na wszelką ewentualność pójdą jeszcze w sukurs kompanie zdezarmowanych, jakie zebrał kapitan Wasilewski — spojrzał na pektoralik — wyruszą przed