Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wsunął lalkę pod gilotynę, nóż błysnął i prymasowska głowa spadła, obcięta.
Tłum cofnął się nieco pod wpływem podziwu i zgrozy.
Barani Kożuszek wydobył nową figurkę w czerwonym kontuszu i pokazując ją, wołał:

»I piekła dla tego za mało,
Nawet śmierć jego zbrodni nie opłaci;
W pogoni za koroną i chwałą —
Zaprzedał wrogom współbraci!
A kto na ojczyznę podnosi rękę
I wraże wprowadza regimenty,
Tego wydać na wieczną mękę,
I niech na wieki będzie przeklęty!«

— Potocki! Szczęsny Potocki! — wybuchnął potężny okrzyk. — Potocki! — wrzeszczeli dalsi. Tłum się zagłębił groźnie, rozbłysnęły oczy, podniesły się pięście, przekleństwa posypały się, niby kamienie, a kiedy Barani Kożuszek, odciąwszy na gilotynie nienawistną głowę, rzucił ją pod nogi, zaczęli ją deptać i miażdżyć i kopać, jakby głowę plugawego gadu. Nienawiść zagrała w sercach, każdy chciał bić i rozdzierać choćby konterfekt tego sprawcy nieszczęść, hańby i zbrodni!
A zaledwie się uspokoiło, już dziad, pokazując nową kukłę, wołał zawzięcie:

»Zdrajco, jurgeltniku, inflancki biskupie,
Już cię nie obroni twoja carowa!
Sprzedawałeś ojczyznę, ty plugawy trupie:
I kat cię za to pochowa!«