Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Kossakowski! Śmierć mu! Na pohybel! — zawrzeszczano ze wszystkich stron.
Obciął mu akuratnie głowę i świeżą lalkę wystawiał na pokaz.

»Patrzcie, oto wielki regimentarz!
Z Polski pragnie zrobić smętarz,
Sama podłość, sama zdrada;
Jakaż na takie zbrodnie rada?
Gdy własne wojska sprzedaje carowej,
Śmierć! Patrzcie, już dryga bez głowy!«

— Hetman Ożarowski! Ze skóry obłupić! Końmi rozedrzeć! — Krzyczano zawzięcie.
Przyciszył ich Barani Kożuszek, potrząsając nową figurą.

»Nic mu ojczyzna, ni cnota!
Wszystko poświęci dla złota.
Dusza jego jest z błota,
Nie człowiek to, a sama podłota!«

— Ankwicz! Ankwicz! Dawać go tu nam w pazury! Na postronek! Ankwicz!

»Już bije twoich zbrodni godzina!
Naród cię skazał, zabija i przeklina!«

Zaledwie obciął mu głowę, gdy naraz przeraźliwy gwizd przeszył powietrze; kilkanaście rąk wyrwało dziada z framugi i poniosło w bezpieczne miejsce, gdyż właśnie nadjeżdżał marszałek koronny w asyście swoich dragonów, którzy dojrzawszy kupę pospólstwa z przy-