Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyjął z jakiegoś ukrycia małą gilotynę, z łokieć może trzymającą, na obraz prawdziwej uczynioną.
Wołał, pokazując ją ludowi:

»Patrzcie, cud machina!
Zarówno królowi,
Jak i mospanowi,
Gładko łeb ucina!«

Postawił ją na szerokim gzymsie i wyjąwszy z zanadrza lalkę, kształt człowieczy pokazującą i przybraną w biskupie szaty, zagrzmiał gromowym głosem:

»Na zdrajców wołam kary i na jurgeltniki!
Niech łby spadną w koszyki, jak w kabzę talary!
Za zdrady zapłata — jednako pobrata:
I tego za ruble i tych za dukata!«

— Sądy otwieram mości panowie, kapturowe sądy! Sprawiedliwość ma głos!
Lalkę nasadziwszy na długi kij, pokazywał na wsze strony i jął prawić:

»Z kuryerem jeździ na przedzie
I w poszóstnej rozpiera się karecie,
Wszystek w purpurze i fijolecie;
Za złoto naród do zguby wiedzie.
Któż to? Nie wiecie?«

— Prymas! Prymas! — zakrzyczało kilkanaście głosów.

»Za twoje zdrady, prymasie,
Niech piekło się tobą pasie«.