Strona:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Byle pachołek tego samego dokona! — odmruknął, burząc się nagle.
— Czy raport Kościuszki o bitwie racławickiej będzie opublikowany powszechności?
— Waszmość bierze mnie na spytki? — żachnął się, zgniewany już nie na żarty.
— Obliguję gorąco tylko o respons.
— Nie rozpowiadam sekretów pierwszemu lepszemu — wybuchnął opryskliwie, bowiem sceną wróżeń i przemęczeniem doprowadzony do denerwacyi, nie panował już nad sobą — zachodzi jakaś omyłka. Waszmość bierzesz mnie za kogoś drugiego. Ja nic nie wiem o jakimś raporcie Kościuszki, o bitwie racławickiej pierwszy raz słyszę i znikąd nie przyjeżdżam. A zresztą nie myślę się suplikować.
— Estymuję taką oględność; nie wykręcisz mi się jednak, wiem o tobie wszystko...
— Udław się tem Waćpan, a mnie poniechaj. Dosyć mi tej krotochwili. Widzę naplątaną kabałę, jakby na reducie: tajemnicze podziemia, mistyczne przepowiednie, czarodziejskie sztuki, jegomość w masce i dziwne indagacye. Nie wiem, jaki jest cel tego wszystkiego i dochodził nie będę, ale bądź Waćpan zdrów i do tej zabawy poszukaj sobie innego. Ja nie twojej maści — ruszył spiesznie do drzwi.
— Nie wyjdziesz bez mojej woli — zagrzmiał za nim władczy, rozkazujący głos.
Odwrócił się groźnie, jak żbik napastowany, i stanął naraz, niby wrośnięty w ziemię.