Strona:Władysław Stanisław Reymont - Przysięga.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zerwał się na nogi, dorożka przejeżdżała z takim hukiem, że wszystkie sprzęty zadygotały, jakby się przebudził, ale poczuł się tak strasznie znużonym i sennym, że rzucił się na łóżko i zasnął momentalnie. W parę minut zbudziła go dziewczyna, a jemu się zdawało, że spał całe godziny — tak poczuł się wyspanym i trzeźwym, jadł też z łapczywością i nie oszczędzał butelki.
Oboje byli już w dobrych humorach i niesłychanie podnieceni, gdy wstawali od stołu. Jędrusiowi kręciło się w głowie, prawie się upił tymi paru kieliszkami, śmiał się z byle czego, podśpiewywał i żartował, nie bardzo jednak wiedząc, co się z nim dzieje, gdyż często wśród śmiechu stawał jak słup, rozglądając się dokoła tępym, ogłupiałym wzrokiem.
Zaczął się spiesznie rozdziewać, tylko, że ręce miał jakby nieprzytomne, nie mógł znaleźć spinki od kołnierzyka, chciał najpierw ściągać koszulę, to zapinał się na wszystkie guziki.
A to się moja panienka wstawiła! — zaśmiała się, wyskakując aby pomódz, ale rozpiąwszy mu kamizelkę, rzuciła się nagle w tył... na koszuli była krwawa plama... cofnęła się spiesznie i okręciwszy się kołdrą, zwinięta w kłębek, patrzała w niego z niedającym się wyrazić trwożnym podziwem i zgrozą... Zrozumiał od razu wszystko, spostrzegając równocześnie z nią tę plamę; krew musiała aż tam przesiąknąć od noża, zbladł strasznie i rzucił się do łóżka, a pochylając się zwolna nad nią,