Strona:Władysław Stanisław Reymont - Przysięga.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mądra była, tą największą mądrością serc wierzących i prostych.
„Tylko są te złe, co głupie“ — mówiła.
Albo:
„Ino od Boga rozum idzie, jako od słońca ciepło — kto weń wierzy i dufa mu — mądrym jest“.
„A zło jest i bez to, że ludzie nie baczą, co umierać przyjdzie“.
„ A zabierają się, jakby wieki żyć mieli, a skąpią, a krzywdzą jeden drugiego, a wynoszą się — głupie, na tej wodzie murują“.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Byliśmy już o dwie mile od Częstochowy, gdy zawołała żywo:
— Już niedaleko, czuję.
Jakoż pod wieczór krzyknęła wielkim głosem:
— To już ten bór, wieś będzie za nim, w dole...
Tak było w istocie...
Słońce zachodziło krwawo, że wieś, niebo i ziemia były jakby w purpurowej pożodze zatopione, a ona wyszła z bryczki i padła na twarz, na środku drogi i długo tak leżała, tylko łkanie wstrząsało nią, łkanie dziękczynienia i radości...
Rychło odszukaliśmy dzieci — przywiódł je gospodarz, u którego były, bo stara czekała za domem, na miedzy...
Rzuciła się na nie jak wilczyca... ale ledwie ochłonęła z nadludzkiego uniesienia, kazała im klęknąć i mówić pacierz.