Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/291

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    285
    LILI

    łzami w oczach i z jakiemś słowem na ustach, ciągnęła go oczami, — śpiesznie poszedł do garderoby i przebrał się do drugiej sztuki, a potem siedział za tylną kurtyną, w ciemnem i ciasnem przejściu, gdzie mu Szalkowska przeczesywała włosy i zróżowiała twarz, bo blady był jak płótno.
    W antrakcie, za kulisy wdarło się kilkunastu wielbicieli teatru, a z nimi i za nimi, przypłynęły zaraz ciastka, cukierki, koniaki i krążyły wśród gwaru i śmiechów po scenie i garderobie.
    Aktorzy robili dowcipy, bo działy zapowiadały się świetnie, a młodzi, prowincyonalni wielbiciele ze wzruszeniem zaglądali do garderób i otoczyli wieńcem Lili, którą