Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/157

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    151
    LILI

    Zakrzewskiemu zrobiło się wstyd wczorajszego wieczora.
    — Piłeś pan herbatę?
    — Ba, herbaty niema a ja nie mam ani grosza.
    Leon sięgnął do kieszeni, ale również nie znalazł nic.
    Ubrał się śpiesznie i pobiegł do Lili; nie przyjechały jeszcze; dotknęło go to bardzo przykro. Dlaczego tak długo siedzą? myślał, ściskając sobie głowę, bo go bolała; jeść mu się zachciało.
    Poszedł do Korczewskich. Pili herbatę, siadł z nimi i pił; ale myślał z przerażeniem, że niema już pieniędzy; strach i wstyd go ogarniał.
    — Afisz już mamy, jutro możemy na wieś jechać z biletami.