Strona:Władysław Stanisław Reymont - Lili.djvu/158

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    152
    WŁ. ST. REYMONT

    — Dobrze; zamówił pan już konie?
    — Zamówiłem, tylko trzeba zapłacić z góry, bo inaczej nie chcą! Podłe żydy! — zaklął Korczewski, chodząc po pokoju ze szklanką herbaty w ręku. — Musi mi pan pożyczyć pięć rubli na furmankę; z kosztów się to panu wróci.
    — Pięć rubli? wie pan, nie mam ani grosza... Tak jakoś się stało, że... — Zamilkł nagle, wstyd go zdławił, bo Korczewski spojrzał na niego nieco drwiąco.
    — Ja również nie mam; kupiłem płótna, bo prześcieradeł nie starczyło; będzie z nich tylko pokój francuski, a musimy mieć dwie zmiany. Kupiłem farb, kupiłem sznurów, Korniszonowi mu-