Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wójt odliczył sto pięćdziesiąt.
— Schowojciez!...
Młynarz włożył zwitek do zanadrza i śpiący przechylił się na krawędź łóżka.
Pisarz tymczasem przepisał kontrakt, przeczytał uroczyście.
— Podpisciez mnie i świadków — odezwał się wójt.
Pisarz wystylizował podpisy. Paru radnych położyło koszlawe krzyżyki przed swojem nazwiskiem.
— A kaz tu młynorz?... Edyć brakuje jego podpisu! — zauważył jeden z radnych.
— Na moją dusyckę, brakuje!... — dodał, przypatrując się, podwójci.
— Morcinie!... Śpi, jak Poniezus po wiecerzy... Morcinie!... — ciągnął go podwójci za rękaw.
Młynarz się podniósł.
— Połóżciez krzyzyk!
— Gdzie?
— Tu...
Dali mu pióro. Zrobił dwie kreski. Pióro mu wypadło z ręki. Oparł się o stół i począł na nowo chrapać.
— Djabli by sie ta z nim dogodali!... Wójcie, dejcieno jesce flaseckę!...
Wójt podał litrówkę. Zbudzono śpiących do nowej kolejki.
Wójt tymczasem złożył kontrakt do szafki,