Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nic na to nie radzicie, że ten nieboszczyk tak chodzi? Pokiela chodzi, to chodzi, a wreszcie wam łeb urwie i tak sie skończy“. — „Co bedę radzić? — odrzekła ta. — Jak wiecie co, to doradźcie“. — „A dyć ja po to do was przyszła, coby wam doradzić. E, idźcież do gróbarza, zaweźcie mu choć kurę, a on mu ta już da radę“.
Ona też usłuchnęła odrazu i poszła i opowiedziała mu, jak jest. „Zmiłujcie sie — powiada na końcu — abo go zagrzebcie tak, coby już nie wylazł, abo co“... Rapta popatrzał na nią: „A co wy se myślicie, że sie strzygoń da zagrześć? Choćbych go i najgłębiej zagrzebł, to wylezie. Bo wy nie wiecie, ale ja wiem... Taki strzygoń ma dwa duchy: jeden, jak u zwyczajnego człeka, a drugi tak po nocach błąka sie i błąka; jak sie spotka z takim drugim, to sie strasznie bedą bić, na zabój, choćby ten drugi był w żyjącym człeku“. Kobieta aże trzęsła sie od strachu, a on jej dalej: „No, nie bójcie sie. Co mi dacie? — to poradzę“. — „Moiściewy, co już chcecie, to wam z chęcią dam, ażeby ino raz pomogło“. — „No, idź, babo, do chałupy, on ta już w tę noc ostatni raz przyjdzie“...
— Oho! to on jej ta już łeb urwie! — krzyknęły prządki.
— Cicho-że bądźcie! Słuchajcie do końca.
— Wieczór stary gróbarz Rapta poszedł na cmentarz, siadł se koło kostnicy i czekał; czekał