Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wierzyć. Bo oni choć wiedzą dobrze, to nie powiedzą prawdy. A temu ino, że im djabeł nie da.
— A cóż sie stanie z takim, co z djabłem narabia? — pytali młodzi.
— Ba, co sie stanie... — odrzekł stary Gawęda z za miedzy. — A nie słyszeliście to o Gołębiu, co całe życie z djabłem kupczył? A potem jak umarł, to taki straszny wiater był, że dach zerwało na jego chałupie, drzwi i okna, jak piórka, wydmuchnęło wszystkie, a potem powietrzem niesło, las gięło ku ziemi, drzewa zginało, jak trawę, jak cieniutkie źdźbła...
— O, nie gadajcie, chrzestny ojcze, bo aż cierpki przechodzą po nas...
— Dopiero by to po was cierpki przechodziły, jakbyście wy słyszeli, jak to dusza krzyczy, kie ją djabli powietrzem niesą...
A młodzi między sobą:
— Żeby to kto był taki śmiały, a wyszedł wtedy i przeżegnał powietrze, toby ją musieli puścić.
— Toby sie rozbiła, jakby na dół spadła.
— Cóż znowu! Przecie to dusza, nie jajo...
— Gadajcież więcej wy, chrzestny ojcze Z za miedzy, boście wy dużo po świecie chodzili.
— Edyć tak, moje dzieci, nałaził sie ta człek dość, i przy wojsku sie służyło, przeganiali człowieka od kraju do kraju, ani se nie spamięta tych miejsc i okolic; to też ta człek niejedno i widział