Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


prawdę, kto wziął te pieniądze?“ — „Pieniądze świnia zjadła. Po pijanemu wrzucił je do garnka, a dziewka, nic nie wiedząc, świni w tym garnku wstawiła ziemniaki. Ale powiedz tak, że ociec te pieniądze wziął — niech sie ta i mnie z tego coś dostanie“...
— O ratunecku! — zawołali wszyscy. — To tak chciał, coby syn ojca uśmiercił?
— No juści tak chciał, żeby sie mu dusza dostała, przecie jasne. Ale słuchajcie dalej. Ociec, jakech powiedział, wysłyszał wszystko i nie czekał, aże syn wyjdzie od wróża, ino czemprędzej poleciał do wójta, opowiedział mu wszystko skraja, jak to było, i prosił go, aby wziął urzędników i szedł z nim, bo inaczej to go syn zabije. Wójt sie nie dał długo prosić, wziął urzędników, i poszli. Przed chałupą zeszli sie z Pasternakiem. Ten już zdaleka grozi pięścią ojcu: „Zapierałeś sie, żeś nie widział, a wróż wyraźnie powiedział, żeś ty wziął. Oddej zaraz, bo jak nie, to ja sie tu ani wójta bał nie bedę“... Ale stary był śmiały przy wójcie; odrzekł synowi: „Pieniądze świnia zjadła. Ja wiem. Odżałuj ty przódy świni, a jak sie nie znajdą, to już wtedy rób co chcesz“. — „No, ja tu i świni odżałuję, ale jak nie bedzie, to odbeczysz i za pieniądze i za świnię razem“. Porwał kijanię, świnię zabił, i pieniądze sie znalazły.
Tak to, moiściewy, drodzy, nie trzeba i wróżom