Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.




SKRZYPKI GRAJĄ — BIEDA GRA

„Na Koninie bory sieką!“ — leci wieść od chaty do chaty i weseli zawsze jednako posępne twarze biednych ludzi, bo i ma czem weselić...

Bory — to długa łąka u stoku góry, własność całej wsi Koniny. Nie ma granic, ni kopców, a gazdowie po skoszeniu dzielą się kopami. W połowie sierpnia zaczyna się jej „siecenie“. W piękną, jasną noc księżycową wychodzi z kosą najstarszy gazda do borów, a gdy echo osełki, jak lokanie głuszca, przeleci po wsi, jakby za czarodziejskiem zaklęciem zjawia się cała gromada, klepie kosy, nabija i wnet bory ożywiają się szaremi postaciami; ciemne szeregi chylą się, to podnoszą, miarowo, w równym takcie, a miękka trawa z szelestem pada na długie, wilgotne pokosy... Czasem pieśń duszna, zgrzytliwa wyrwie się z gardła nędzą zdławionego i w czyściejszych echach obije się o pobliską górę; czasem ostrzenie kosy, krótkie, urywane, zadźwięczy i ku okołom[1] pustym

  1. Okół = stodoła.