Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rzu można zobaczyć. W furcie cmentarnej zbywa on się ziemskich namiętności — i te prawdziwe skarby pięknej duszy jego otwierają się na widok grobów rzewnością nieopisaną, smutkiem prawdziwym, i płyną w żałobnych melodjach na świat z cmentarza... Zawzięty chłop, gdy na cmentarz wejdzie, gotów darować wszystko największemu wrogowi... Tu się odbija prawdziwa jego wiara, uczucie... Komedją są wielkopańskie pogrzeby „na urząd“ wobec tych bogatych świątyń smutku żałości ludu!... Piszę to, com, widział i słyszał. Dzieckiem jeszcze, wypłakałem duszę przy tych cmentarnych śpiewach ludowych. I nie żal mi smutku owego... Kto chce lud poznać, — niech idzie słuchać jego nagrobnych pieśni. I nie wiem, czy jest człowiek myślący, któryby potrafił łzy powstrzymać, gdy tylko samą melodję usłyszy owej pieśni grobów...