Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


NA ZAROBEK

Ludzie po sumie wyszli z kościoła i rozprószyli się po rynku, gromadząc się tu i owdzie w większe gromadki... Niech na przykład dwoje ludzi stanie i pocznie gawędzić, — zaraz podchodzi trzeci i czwarty, a każdy rad się przysłuchać, „co tyz ta mówią“. Już to ciekawość ludu leży w jego naturze.
Ot i teraz gromadkę młodych parobczaków, którzy żywo o czymś rozprawiają, otoczyli kołem starsi gazdowie, to kobiety, a każde uszu nadstawia, to „oździawia gębę“, by przecie co zarwać z ogólnej rozmowy.
— O cemze to tak rozprawiają, moiściewy? — pyta jakaś stara kobieta, która co dopiero nadeszła, stojącej obok kumoszki.
— O swoim wyjeździe, moi kochani, hej!...
— To się syscy zabierają na ten zorobek... a ktoz tu we wsi ostanie?...
— No, pytojciez sie ich ta! kie przecie we świecie zarobią, a tu bieda kroćsetna. Nawet na