Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.




„Z Ł Y“

W kościółku wiejskim w Kulkoszowy suma się skończyła. Organista zaintonował „Przyjdź Duchu św.“ i ksiądz pleban ukazał się na ambonie... Cisza zaległa w kościele; — ksiądz, przeżegnawszy zgromadzonych, począł czytać monotonnym głosem ewangelją. Po skończeniu tejże, zamknął książkę, odłożył ją nabok i chwilę stal w milczeniu, pozierając po zgromadzonych „owieczkach“...
— Słyszeliście — zaczął, dobitnie wygłaszając każdą zgłoskę — słyszeliście, bracia, o tym strasznym wypadku!...
Ludzie przestali kaszleć. Wszystkie twarze zwróciły się ku ambonie... Dalej stojący pootwierali usta, by lepiej chwytać słowa kaznodziei.
— Opuścisz matkę i ojca i pójdziesz za nim!... — leciały słowa z ambony. — Tak wyraźnie rzekł Pan... Niewiasta, która nie dochowa wiary mężowi, przeklęta będzie za życia jeszcze!... Szatan jej mężem będzie, bo ona jego małżonką się staje, kiedy mąż do niej prawo traci... Słyszeliście, bracia, o tym wypadku strasznym...