Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Posukowałech pana, bo mi sie kanysi stracił i upatrowałech, cy tyz nie ujrzę ka Ojca świętego, bom wiedział, ize niedaleko mieska. Myślałech se w duchu, ze moze zajrzy do kościoła abo msę świętą bedzie miał... I co ktory ksiądz sie nawinął, to mnie juz nogi podrywało. Ale zaden nie widział mi sie godny. Dopiero potem pan mi wytłumacył ze Ojciec święty ze rzadka zjawia sie w kościele i to nie tak po prostu, jakby se kto myślał, ale ze słuzbą i ze wspaniałością wielgą, jak przystoi. No, ale ja tyz ta, jak cłek głupi, nie wiedział zrazu o tem.
— Toście Ojca świętego całkem nie widzieli? — pytały zawiedzione słuchaczki.
— Widziałech go tak z bliska, jak was tu widzę, ale do tego dopiero dojdziemy. Teraz my są w kościele świętego Pietra, to nie przerywajcie, boby sie mi pomiesało.
— No, juz nic, opowiadajcie, bo to wsyćko święte rzecy, co mówicie, ani cłek nie godny widzieć — przypochlebił ktoś ze starszych, i Jędrek Śklarz do wątku opowiadania powrócił.
— Znalazłech wreście pana w jedny z pobocnych kaplic. Stał z jakimisi paniami dwiema; jedna była starsa, druga młodsa, tak jakby jej córka. Poznałech zaraz, ze to te panie, co były w tym casie we Florencyi, kie i my byli. Miało mi przyjść na myśl: kto tyz za kim jeździ — cy my za nimi, cy one za nami? Ale ze to w ko-