Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ściele było, tom juz nie chciał obrazać Pana Boga głupością światową. Skłoniłech sie ino grzecnie, jakech umiał, i stanąłech z boku. Dosłysałech, ze po naskiemu rozmawiali i widziałech tyz potem, ze o mnie mówili, bo mój pan na mnie ocami wskazował, ale udawałech dobrze, ze nic o tym nie wiem, nawet przygłuchnąłech trochę na tę chwilę. Djabeł mie kusił, coby podejść blizy, ale ja sie nie dał skusić, bom i tak bez jego porady słysał, choć-ech ta i przygłuchnął wrzekomo, ize pan sie chwalił mną i powiadał, ze juz od dawnych lat u niego słuzę, a panie sie zaś ciekawiły moim białym strojem. Miałech se pomyśleć: „Zeby mi to pan za te lata zasługę policył, to niechby ta juz była prawda, zech słuzył” — ale ze to w kościele świętym było, tom se juz nic nie pomyślał, ino mówiłech paciorki do obrazu, co był wymalowany na ścianie, i pozderałech niewidocnie, rychło sie mój pan uwolni. Ale kabyś ta! Ofiarował sie jesce do jedne kaplice z niemi.
Poślimy wraz, bo i ja tyz — ino mi pan po cichu sepnął, coby nie w parze iść przy nich, ale w odległości niejakiej za nimi. „Ja tyz ta jesce wolę” — powiedziałech, ale po prawdzie, to mi sie to nie podobało. Zrazu, jakech nastał, tak samo mi przykazował, ale potem to my chodzili wraz oba i jesce mu było śmielej przy mnie. I teraz znowu przy ludziach... No, ale dumam: