Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zech mu tego ślimaka do gardła nie wepchnął. Na ostatku — juz zły widać, ale sie uśmiecha, jakby chciał rzec: „To wam przecie juz musi smakować” — podaje bób we strąckach, świezy i jesce, mocno niedojrzały. No! tom se pomyślał: „Pan Bóg cie, hyclu, głodową śmierzcią ukarze”. I posełech spać. Nie wiem, co pan robił. Ale musiał pewnie cosi z tego zjeść, bo na drugi dzień skarzył sie mi na brzuch — i potem juz z tym brzuchem do końca tak było.
Wreście my postanowili pojechać do Rzymu.
— Hej? To tam Rzym jest? — spytały razem ciekawe kumoszki.
— Rzym jest, i Jerozolima, i wsyćko jest we Włochach.
— Toście i w Jerozolimie byli? — pytały dalej niewiasty patrząc na Jędrzka jako na świętego.
— Nie, tam my juz nie dojechali, bo panu piniędzy brakło.
— Toście na piechty mogli dojść. Tak blisko...
— Jakze w tym Rzymie? — pytali ciekawsi.
— Pockajciez, nie spieście sie, wsyćko bedzie na cas. Jak my postanowili pojechać, tak my siedli na kolej i jedziemy. A jesce zabacyłech wam powiedzieć, ze tam z tymi kolejami jakiesi cygaństwa być musą. Na kazdej stacyi otwierają wsyćkie wagony na oścież i każdy wchodzi, ka mu sie podoba — nie tak, jak u nas, co wsyćko