Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znał też siedzącą za nim dobrodziejkę swoją, choć już mocno była podstarzała.
— Czy mnie poznajecie, matko? — spytał cesarz. Starowina przyłożyła dłoń do czoła i olśniona patrzyła na cesarza, na jego złocistą świtę.
— Co Bonaparte przyrzekł, to Napoleon dotrzyma. Schylił się z konia i podał jej sakiewkę pełną dukatów.
— Oddaję swój dług — wyjaśnił. — Kupcie sobie, matko, domek, aby na starość nie marznąć.
To powiedziawszy ruszył dalej na czele swej świty.
Oto i ksiądz Łopatka tak samo, gdy chodził do szkoły w mieście, kupował często jabłka u przekupki, która mieściła się ze swoim straganem obok żelaznej kraty zamykającej dziedziniec gimnazjalny. Tak samo nieraz nie miał czym zapłacić i ona borgowała mu chętnie — jak i drugim.
— Dobre to było kobiecisko! — rozczulił się wspomnieniem. Iluż to chłopcom głodującym po stancjach zastąpiła śniadanie lub obiad wzięta od niej na bórg bułka i parę jabłek czy śliwek. Iluż chłopcom ułatwiła w ten sposób przetrwanie najcięższych miesięcy głodu. Iluż tą pomocą uchroniła od opuszczenia ław gimnazjalnych i do-