Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pomogła im przez to „wyjść na ludzi“. Była ona ważną instytucją przy tej bramie.
— Oto patrzcie — mówiła im raz (pamięta) skupionym przy jej straganie wskazując na przeciwny trotuar uliczny. — Tam idzie radca Flig. Chudziątko to było takie mizerne, że litość brała; często u mnie, niewyczytając, borgował i dziś jest panem radcą — mówiła z pewną jakby macierzyńską dumą. Po czym ze smutkiem dodała: — Nigdy na ten tu trotuar nie wejdzie, zawdy obchodzi tamtą stroną, wstydzi się widać tych czasów.
Zatrzymał się dłużej ksiądz Łopatka wspomnieniem przy onej bramie, bowiem, mając już umysł znużony latami, nie zawdy prosto zdążać mógł za myślą główną.
Tak więc... gdy opuszczał gimnazjum, tak samo pozostał dłużen przekupce owej sporą kwotę. I tak samo jej przyrzekł żartobliwie, że zwróci dług swój, gdy zostanie proboszczem. Potem wstąpił do seminarium i zapomniał o długu. Lata szły — został niedługo wikarym, później we Wiórkach proboszczem. I oto teraz...
Wstał poruszony od stołu i trąc dłonie nerwowo począł chodzić szerokim krokiem wzdłuż salonu. — Musi postąpić tak jak Napoleon — z równym efektem... Zatem — jął rozsnuwać w myślach — każe powóz polakierować na nowo, każe zaprząc do powozu cztery konie (tylko