Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stroił. Ale potem nie wysło tak, jakech se dumał, bo zawdy jakiś djabeł musi popsuć sprawę.
Przyjechała z Hameryki jakasi Jangielka, brzyćka jak niescęście, ale powiadali o niej, ze ma piniądze wielgie, miliony. I pan — juści nie dziwota — wolał więksy majątek jak mniejsy. Kanysi sie z nią poznajomił i potem jej juz ciągle towarzysył; kiedy niekiedy ino zajrzał do hrabine. A, ta Jangielka nie bardzo była mu rada. Widzałech, zeby mnie była wolała.
— Dziś go, zbereźnik! — wtrąciła żona Jędrzkowa.
— Nie bój-ze sie, nie, bo i diabeł na piniądzach siedzi, a bez to nie jest przyjemniejsy... A co zaś, ze mie ta chciała, to latego mówię, ze jak pan zauwazył, kie my wraz oba z nią byli, ize ona z nim rozmawia, a do mnie zęby wyscerza, tak mie juz nie brał ku sobie, ino mie ostawiał i sam jej chodził usługować.
Ja tyz ta jesce wolał, bom sie tymcasem mógł wyspać i po Rzymie se pochodzić, jak sam pan. W tym casie poznajomiłech sie z malarzami z polskiego kraju, co sie tam w Rzymie ucyli malować. Straśnie to wesoły naród i taki śpasowny, zebyście sie im uśmiali!
Chodziłech z nimi po mieście — cuda mi pospokazowali. A raz mie wzięli do siebie do Skoły i odmalowali mie całego, jak stoję. Pytali sie mie, cy dobrze. Ja im na to: „Dobrze by było, ino