Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cobyś obseł dookoła i powiedział o nim zdanie: takie a takie... Przecie to miasto — właściwie trzy miasta w jednym okolu: stary Rzym, co sie juz ozwalił, nowy, co jesce stoi, i najnowsy, co sie dopiero stawia! Ale brakło im widać piniędzy i ni mogą go skońcyć; widziałech rzędy kamienic niepodokońcane — niebo bez okna świeci — i tak stoją, nikto koło nich nie majstruje.
Byli my i w starym Rzymie. Dziwne to tam doprawdy, mało ktory gmach, co by był cały, a niektore juz całkiem ozsypane. Ale tyz dziwni i ci cudzoziemce cy Jangliki, co po tych zwaliskach chodzą; kazdy słup obwąchają, kazdy kamień spróbują, cy słony, jak na ten przykład owce, kiedy spotkają kruch soli. Oni by tam pewnie, jakby mogli, cały Rzym po kamieniu, po cegle oskradli — i za sto lat miejsce by ino świadcyło, kany Rzym stał. Takie te Jangliki zmolne.
Byli my i tam z panem, kany chrześcijan męcyli. Strasne gmasysko, przeogromne! Ani do cego przyrównać. Cały Nowy Targ wnet by sie w nim zmieścił. Do sądnego dnia pewnie bedzie trwać na hańbę i na świadectwo przeciw okrutnikom.
Byłech tyz w jednej pogańskiej bóżnicy, co sie podmuchom wieków obalić nie dała — niech mi tego Paniezus na Sądzie nie wspomni — bo mie ciekawość parła zajrzyć, co oni to tam, jakiego cielca ćcili. Ale nic nie było w środku; wysełech stamtąd duzo zawiedziony.