Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


III.
DUCH WSPÓŁCZESNE] EPOKI I ŁASKA OJCA ŚWIĘTEGO.

— Przychodzę, by z tobą pomówić na rozum! — zaczął Jason mrukliwie i z pewnem zakłopotaniem, zastępując drogę Hansowi, który kroczył szybko przez jedną z sal biblioteki papieskiej, z plikiem książek pod pachą.
Hans uszczypnął Jasona wolną ręką w pośladek i pociągnął do małego pokoju bocznego.
Były tu już dwie osoby, młody amanuent, pochylony nad jakąś pracą przy oknie, i tłusty, łysy jegomość, piszący przy stole. Miał silny zarost i bardzo krótkie, jakby przystrzyżone nogi. Gruby kark opadał fałdami na sztywny kołnierzyk. Czarny jego surdut zapięty był szczelnie. Oczy miał wyłupiaste, wielkie i martwe, tak że spoglądając zezem, ponad okulary, przypominał zupełnie żabę.
— Kto jest ten tłuścioch? — szepnął Jason podejrzliwie.
— To człowiek niezwykle postępowy! — odparł Hans. — Niemiecki przyrodnik, coś w rodzaju fizjologicznego opata. Dlatego też jest on podobno wędrownym kaznodzieją misji pogańskiej i karci prze-