Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Teraz jesteś na właściwej drodze! — odparł żywo. — Teraz użyj innego, wyklętego słowa. Życie, jest walką o piękno! jest to bój o wykwintne sukno twego ubrania, o złocenie na fotelu, o ten dywan i najpiękniejsze kobiety. Robotnik rolny, ciężko pracujący, ma zazwyczaj dość żywności, ale pragnie piękniejszego kapelusza, konia, fortepjanu, czy piękniejszej kanapy w izbie. Dzbany, a ozdoby srebrne i tkaniny naszych muzeów etnograficznych, to zdobycz wojenna minionych pokoleń, to środki duchowego i fizycznego upiększenia. Centr życia, to instynkt piękna, a starzy estetycy niemieccy krążą na ciężkich skrzydłach wokół niego. Zwierzę łączyć się chce z najpiękniejszym okazem swego gatunku, by przekazać potomstwu najpiękniejsze futro, czy pióra. Dziki człowiek, przy pierwszem zetknięciu ze światem zewnętrznym, pożąda obrączek mosiężnych i purpurowej tkaniny. Życie ludzkości, to handel zamienny najpiękniejszym, nie najdroższym metalem ziemi. Kultura to zdobienie. Brzydota, to jak ropucha i jaszczurka, przeżytek i uwstecznienie, które przyroda stara się przez nas usunąć. Brzydota, to zło. Największa męka życia, to brak piękna i uważa się go za hańbę, za obrazę próżności. Gdy się osiągnie pełnię piękna, nastaje równowaga, którą Schopenhauer uważa za stan bezbolesny. Pożądamy tego, a pożądanie nasze musi nam być celem i nie ustanie nigdy. Pocóżbyśmy walczyli o rzecz nie pożądaną? Czy jest to cel osiągalny, niewiadomo, ale już starożytni twierdzili, że szczęście — to zdążanie ku celowi, w nie zaś jego ziszczenie. Wiek dziewiętnasty wyobraża sobie społeczeństwo doskonale jako zespół dyletantów naukowych, naciskających guziki elektryczne i badają-