Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie wielu popełnia samobójstwo z głodu. Za kilka srebrniaków możemy jeść przez cały dzień do syta. A jednak, co dnia budzą się ludzie posiadający dziesięć, sto i tysiąc razy ponad tę potrzebną ilość i czynią wysiłki, by posiąść więcej. Czyliż to walka o chleb? Pożywienie, to konieczny warunek życia, jak powietrze, ale wcale nie głębszy cel pożądań. Głodny nie pojmuje treści życia, to też do najwyższej świadomości dochodzą zazwyczaj ludzie z rodzin zajmujących naczelne stanowiska społeczne. Przykładem choćby ród Wittelsbachów, u których poczucie piękna przeszło w szaleństwo.
— Tedy życie musi być walką o władzę!
— Władza, to warunek, ale ileż razy odsuwali ją od siebie z obojętnością, właśnie najszczytniejsi duchem! A czyż dość byłoby władzy rządzić światem, w okryciu cuchnących łachmanów, siedząc w ciemnej jaskini? Powab leży w jej wyjątkowem dostojeństwie władcy, triumfach, purpurze, a wkońcu gromowładności własnych słów, oraz pięknie. Zda się, że poto jeno istnieli Sardanapale władzy, by nieść przed ludźmi pochodnię piękna i uczynić ich, przez srogość wychowawczą, dojrzałymi do wolności, niejako do pochwycenia za rękojeść tej pochodni. Cóż ty na to?
Włoch nie słuchał, ale biegał po pokoju, gestykulując gwałtownie.
— Życie jest tedy walką o luksus! — zaryczał swym donośnym basem.
Gorączka jego ogarnęła innych, tak że sam Hans nie mógł usiedzieć. Zerwał się i zrzucił przeszkadzam mu szatę na dywan.