Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdarzało się przecież nieraz, że zewnętrzna pompa i wspaniałość ogłupiała silniejsze od niego umysły.
— Ależ, droga Betty, jest on wszakże urzędnikiem watykańskim!
Ten zarzut uczyniła nie Elena, jeno druga towarzyszka Betty. Wszystkie trzy stuliły głowy, szepcąc i paplając.
— Umysł jego nie jest wcale nastrojony religijnie! — zauważyła Betty. — Powiadam ci, Giggjo, pewna jestem, iż uzyskał miejsce w bibljotece poto jeno, by spacerować po wspaniałych komnatach i patrzeć na efektowne kostjumy wokół siebie. Błyskotki i ozdoby wprawiają w zachwyt tego młodzieńca. Spytałam go niedawno, czy nie chce zostać księdzem.
— Byłby to komiczny ksiądz! — wtrąciła Giggja.
— W istocie nader dziwny, ale radowałaby go bez granic możność chodzenia w krótkich spodniach i jedwabnych pończochach. Powiedziałam mu to właśnie!
— A cóż on?
— Nie chciał słuchać propozycji. Krótkie spodnie, powiedział, można sobie sprawić bez zostania księdzem. Każdy ma, jak twierdził, prawo ubierać się wedle upodobania i gustu swego. Dodał, że ma pono w domu parę czarnych spodni, które można obciąć do kolan.
Giggja i Elena chichotały, pochylone głęboko, zaś najstarsza i najmędrsza Betty ciągnęła dalej stłumionym głosem.
— Zresztą nie pojmuję, jak mógł przez długi ciąg spędzonych tu lat nie przyswoić sobie nawet gramatycznie języka. Pomyślcież, jutro upłynie dopiero