Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Do ludzi dobrych należeli także i moi dawniejsi koledzy po fachu, Stasiek i Maniek. Po raz pierwszy spotkaliśmy się tutaj przy rąbaniu drzewa tak blisko, że mogliśmy jeden drugiem u opowiedzieć nowiny, jakie zaszły w naszem życiu od czasu, kiedy więzienne mury rozłączyły nas. Opowiadaniom nie było końca. Dozorca co chwila zwracał nam uwagę.
— Jazda do pracy! — wolał co chwila. — Jak nie, to zpowrotem do celi!
Rozkazu, chcąc nie chcąc, zmuszeni byliśmy słuchać, jednakże gdy dozorca oddalił się, by doglądać innych więźniów, nad którymi miał także powierzony nadzór, znów ukradkiem zbliżaliśmy się do siebie, prowadząc dalej rozpoczętą rozmowę.
Ciekawy to był typ ten dozorca. Nazywał się Bronowicz. Za Rosji był policjantem w policji obyczajowej; teraz, ku naszemu nieszczęściu, wstąpił tu na naszego dozorcę. Wszędzie go było pełno. Był teraz bardzo nabożny; chodził wszędzie po oddziałach, zaglądając przez judasza do cel, i modlił się przytem z modlitewnika, którego nigdy nie wypuszcza! podczas służby z nabożnych rąk. O, był to człowiek bardzo dobry, cnotliwy, jak sam Scypjon. Żadnego więźnia nie nazywał inaczej jak „synu“. Gdy więzień zwracał się do niego z prośbą, by zaniósł kawałek chleba innemu więźniowi, co według przepisów więziennych było dozwolone, zawsze mówił:
— Synu drogi, zjedz lepiej sam. Ty synku sam źle wyglądasz. Nie martw się o innych. — Zawsze przytem podnosił nabożnie oczy ku niebu, zamykając drzwi przed nosem.
Nigdy ten dobry nabożny wychowawca nie oddal żadnej przysługi więźniowi, nawet gdy ta przysługa według regulaminu więziennego była dozwolona, a nawet wskazana. — Jednem słowem był to typ, jakiego wymaga zaszczytna służba w więzieniu. Niejednemu więźniowi dopomógł do prędszego ukończenia kary tem, że ułatwił mu przeniesienie się na łono Abrahama. Bił więźniów nie gorzej od Róla. Różnica była tylko w tem, że Ról prócz bykowca nic podczas egzekucji w ręku nie trzymał; a ten jedną ręką bił bykowcem, a w drugiej ściskał modlitewnik.
Nic więc dziwnego, że gdy ten nabożny człowiek ujrzał