Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Psychologicznie jest zrozumiałe, że w zakamarkach duszy więźnia, choćby u najgorszego zbrodniarza, zawsze się znajdzie iskierka wspólnych uczuć i obowiązku wobec ojczyzny i społeczeństwa. Tego samego społeczeństwa, do którego każdy przestępca czuje żal, że nie umożliwia mu powrotu do siebie. O, gdyby tak społeczeństwo umożliwiło nam powrót do siebie i nie wytykało nas palcami, nie gardziło nami na każdym kroku! Większość z nas stałaby się napewno uczciwymi ludźmi, a nawet pożytecznymi, i naprawiłaby błędy młodości. Niestety wiedzą ludzie podobni do mnie, jak opłakana i smutna jest droga powrotu do społeczeństwa. Niejeden z nas błagał, prosił o jakąkolwiek pracę i dach nad głową. Tak długo chodził po ulicach, uliczkach i ścieżkach, szukając pracy, aż trafił na taką drogę, która zaprowadziła go zpowrotem prosto do „mamra“.
Nieraz słyszałem wówczas w celi, gdy bolszewicy byli blisko Warszawy, spory i rozmowy; niemal każdy twierdził to samo: „Będę bronił ojczyzny do ostatniej kropli krwi“. Co innego jest ojczyzna, a co innego społeczeństwo; to, że społeczeństwo napiętnowało ich jako zbrodniarzy, nie obniża wcale poziomu ich miłości do ojczyzny.
W więzieniu rozeszła się wówczas pogłoska, że jest rozkaz w kancelarji, aby wybrać z więźniów ochotników na front. Prawie wszyscy jak jeden mąż postanowili nadstawić własne piersi najeźdźcom. Pragnęli stanąć w szeregach armji choćby w najgorszym ogniu, by pokazać społeczeństwu, że nie są tak podli, za jakich ich uważają.
Żaden przestępca mojem zdaniem nie ma takiego żalu do wymiaru sprawiedliwości, który pozbawia go wolności na określony przeciąg czasu, jak do społeczeństwa, które ska* żuje go po odbyciu kary na całe życie, nie chcąc mu dać pracy. Społeczeństwo jest gorsze, gdyż swoją srogością i nieufnością skazuje go na głodową śmierć. Tem samem społeczeństwo samo przeciw sobie wpycha mu do rąk narzędzia zbrodni i — co za tem idzie — przestępca musi powrócić, skąd przybył.
Pamiętam to, jakby dziś, gdy rozniosła się wieść po więzieniu przed początkiem Nowego Roku, że pan naczelnik więzienia mokotowskiego Bugajski ma opuścić Mokotów.